czwartek, 13 lutego 2014

Siemka mordy !!! :***

Dawno nic nie pisałam, tzn pisałam, ale same mądre rzeczy do mojej pracki laboratoryjnej HOHO ale dziś MUSZĘ tutaj coś naskrobać.
Kurcze, zastanawialiście się kiedyś ile jest podczas życiowej gehenny chwil, które totalnie odejmują mowę i których nie da się objąć rozumem w żaden sposób?
Dzisiaj, szukając w pokojowym burdelu jakiejś pierdoły, niechcący odkopałam płytę o której istnieniu totalnie zapomniałam na parę ładnych lat.
Zapodałam ją sobie i jak usłyszałam pierwsze nuty to momentalnie uderzyłam w ryk.

DLACZEGÓŻ TO UDERZYŁAM W RYK ODNAJDUJĄC PŁYTĘ?

Usiądźcie sobie wygodnie i posłuchajcie opowieści o tym, jak dobro zwycięża zło...EEE to nie ta historia, soreczki :*
Płyta, porysowana już jak siemasz, trafiła w moje łapy prawie 3 lata temu.
Z moją mega frend jechałyśmy sobie stopem do Wiednia celebrować majóweczkę.
Droga nam nie szła, typo który miał nam pomóc, wysadził nas w burdelowym centrum Katowic :
wyobraźcie sobie, że jesteście w jakimś mieście pierwszy raz, zapada zmrok, a Wy PRZYPADKIEM lądujecie na opuszczonym parkingu, na którym urzęduje miliard pań prostytutek które patrzą na Was i kminią zapewne o chuj chodzi i dlaczego wkraczacie na ich terytorium. Załamka, nie ma co, ale w takich chwilach jako zaprzysiężony ateista wyciąga się różaniec, który babcia wciska na każdą trasę stopową i zaczyna się modlić bo już nie wie się co robić, a jak trwoga to do Boga, wiadomix :)

Modlitwa modlitwą, ale dupę ruszyć trzeba ( panie prostytutki już ruszają, junołłotajmin), więc łapiemy sobie dalej z Anią stopa w środku czarnej jak dupa nocy/nocy czarnej jak dupa. Po miliardach lat uświetnionych występami świra, w końcu ruszamy dalej. Pan tirowiec, o 12 w nocy wysadza nas gdzieś w środku niczego, będącego ponoć trasą na Cieszyn. Po krótkich pertraktacjach, stwierdzamy, że nie ma co kimać w krzaczorach przy środku drogi i że trzeba walczyć dalej. O 1, zatrzymuje się pan Mirko, wracający z Wadowic do Chorwacji, skąd jego ród wywiedzion jest. Jedziemy sobie samochodzikiem, Ania siedzi z tyłu, a ja i Mirko łamanym polsko - czesko - chorwackim gadamy sobie o życiu. PS: ROZMOWY O ŻYCIU PROWADZONE W WIELU JĘZYKACH NARAZ I BEZ NARKOTYKÓW SĄ NAJLEPSZE, POLECAM.
Nie ma życia bez muzyczki, więc pan Mirko pyta mnie, czego słucham.
Of kors wiadomo że jak Bałkany to Bregović, ale ta odpowiedź go nie satysfakcjonuje i stwierdza, że mista Goran się zeszmacił i że muszę koniecznie i natentychmiast posłuchać srpskiej narodnej muziki.
Słuchamy sobie, słuchamy i jakoś specjalnie nie czuję, żeby moje serce rozpływało się na polecane przez Mirasa dźwięki. Do czasu...
Po jakimś czasie, zaczyna lecieć z płytsona piosenka, która jest jakaś ... dziwna. Nic nie kumam, ale czuję, że cholera, skądś te dźwięki znam. No ale niby skąd? SRPSKA NARODNA MUZIKA, WTF?
Numer przeleciał pierwszy raz i zostawił mnie z dziwnym mętlikiem w bańce, więc zwracam się z uprzejmą prośbą do Mirasa żeby zapodał jeszcze raz. Jedziemy sobie w środku nocy przez Czechy, a ja jestem totalnie wyałtowana z rzeczywistości i wiem, że ten numer jest mega ważny i że w sumie, cholera, znałam go od zawsze. Wiecie, to tak jak z astralnymi braciakami i siostrami - spotykacie ludzi, których widzicie pierwszy raz w żyźni, ale po kilku zdaniach jesteście pewni, że znacie ich od zawsze ;)
Proszę Mirasa żeby puścił jeszcze raz i jeszcze jeden i znowu...Czuję, że zaczyna przewalać mi się w bebechach i że zaraz coś się stanie. Dzieje się - łzy zaczynają ze mnie lecieć jakbym była kranem łzowym a nie 20letnią wówczas Karolą. Kitram się z tym wyciem i udaję że mam nagły atak kataru, ale Miras już się skapnął i pyta, czy czaję coś z tego numeru.
Ja, zapuchnięta już na maksa, odpowiadam że "nieeee, ale on jeeest taaaki piękny < smark >, przecież ja to znam".
Miras wpada w brechtę i tłumaczy mi, że numer, który mnie właśnie emocjonalnie rozjebuje, to tradycyjna serbska piosenka, katowana na weselach. Serbscy panowie piją sobie przy niej rakijkę, tłuką kielony i właśnie PŁACZĄ JAK ZJEBANI.
Chorwat początkowo ma mega bekę, ale potem patrzy na mnie i mówi "Karolina, Ty w poprzednim wcieleniu byłaś serbskim facetem, masz to w sercu. Trzymaj płytę."
Patrzę na kimającą Anię, na rudego chorwackiego Mirasa i na swój zapuchnięty od wycia ryj i czuję się jakbym przemierzała na syntezatorze równoległe wszechświaty.
Nie wierzę w reinkarnację ani w żadne inne powroty po śmierci ( jak nawinął Fokus - "bo to fizyka a nie metafizyka, meta to koniec" ) i of kors nie wierzę nawet w jednym promilu w to, żebym serio była serbskim menem kiedyś, ale tak czy srak, tamtych emocji - wywołanych piosenką, której nie miałam prawa nigdy w życiu wcześniej słyszeć, nie zapomnę nigdy. Cholera wie, może istnieje jakaś ogólnoludzka świadomość, dzięki której emocje innych trafiają do nas, na chwilę przewracając nasze normalne życie do góry nogami ? Filozofka ze mnie żadna, soreczki :*
Do Serbii trafiłam dopiero w ostatnie wakacje i cholera, miłość jest, ale nie aż taka, jakiej się spodziewałam.
Do tej pory nie przetłumaczyłam dokładnie lyriksów pieśni, nie chcę się rozczarować że to jakieś ichsze "Rozłóż nóżki" czy coś tam, w tym wypadku wolę pozostać w nieświadomości :)

Obczajcie sobie numer ŻYCIA, proszę się tylko nie brechtać ( ile ja się go kurwa naszukałam ...) :



I proszę sobie obadać, jeśli tylko chcecie, także mój drugi ukochany utwór z magicznej - płyty - przenoszącej - do -poprzednich żywotów, indżoj :


Mirasa nie spotkałam już nigdy więcej, ale jestem zajebiście wdzięczna niebiosom, że na te kilkadziesiąt kilosów pojawił się moim życiu i niechcący zafundował  TAKIE  PRZEŻYCIE. Miras brahu, wiem że tego nie czytasz, ale i tak wysyłam miłość w Twoją stronę !
Pysiaczki, bądźcie dobrzy i miejcie oczy i uszy szeroko otwarte, na to co się dzieje dookoła Was. Możecie przypadkiem dowiedzieć się że byliście, no nie wiem, rosyjskim kułakiem albo japońską wróżką czy kimś tam.
HITCH - HAKE THE WORLD!!! LOVE plus parę foć z Serbii, polecam obczaić ten kraj bo Serbowie są niesamowici <3













czwartek, 23 stycznia 2014

HELOŁ PRIWIET :********

Siemka mordeczki, jak się Wam wiedzie, jak mija pierwszy miesiąc roku ?
Tak jak pisałam w pierwszym ( i ostatnim do tej pory, HO HO HO) poście, mam zamiar Was katować wynurzeniami na temat miłości do świata. Miłość i zajaranie życiem to grunt!
Temat przewodni dzisiejszego odcinka brzmi cholernie patetycznie - mowa będzie o szczęściu płynącym ze spotykania odpowiednich osób w odpowiednim momencie .
Na chłopski(chłopsko-robotniczy :) ) rozum kminię, że szczęście to stan świadomego umysłu, szczęście jako droga bla bla bla. Wiadomo. Czemu o tym piszę ? Cholera, odnoszę dziwne wrażenie że kupa ludzi wokół mnie weszła w ten nowy rok z mega kijem w dupie.
Rozumiem że sesja, że egzaminy i że coś tam, no ale narzekanie jako życiowe powołanie, to ja z całego serca pier*olę .
Pamiętacie Laskę z "Chłopaki nie płaczą" ?


Typo to ewidentnie Budda, tyle że w wersji wschodnio-europejskiej .
Reprezentuje pełne pogodzenie ze światem i ludźmi, miłość dożywotnia <3
Takich wariatów, niekoniecznie oglądających świat spod skutych powiek, jest całe mnóstwo.
Całe zadanie w tym, żeby ich zobaczyć. Ludzie są spoko, serio.

MATERIAŁY EMPIRYCZNE ZEBRANE PRZEZ KAROLINĘ Ż. NA POTWIERDZENIE TEZY ŻE LUDZIE SĄ SPOKO :

Przykład numer 1
Jak już wspominałam, jestem strasznym lamusem, co przejawia się w tym, że zapominam o różnych ważnych rzeczach i serio mega zazdroszczę ludziom, którzy ogarniają życie.
Bogom dzięki, życie czasem stara się ogarnąć mnie, dosłownie . Jakieś 2 tygodnie temu obudziłam się cała upocona,z kołaczącą się w pustym łbie myślą "K*RWA ZAPOMNIAŁAM CHODZIĆ NA WF". Uściślając - nie tyle chodzić, co nawet się na niego zapisać . Przez 1,5 roku zapomniałam chodzić na zajęcia obowiązkowe, wot żyźń. Warunek z WF jak wół, ale jako że prawdziwego mężczyznę zaczyna się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy (Karalu aka Leszek Miller werszyn ), więc wczoraj stawiłam się na dyżur pana doktora który mógł mnie z tych zajęć zwolnić.
Spytałam ludzi w kolejce, czy powinnam się pana doktora bać, i wszyscy - jak jeden mąż/jak jedna  żona orzekli, że pan jest okropny i że nikomu nie idzie na rękę i że jak oni spóźniali się ze zwolnieniem jeden dzień, to nic nie udało im się utargować . Pomyślałam sobie, że z jednym dniem spóźnienia to przychodzą tam tylko mega pizdeczki i że jak już pieprzyć to po całości, więc w sumie moje półtora roku jest w sam raz . Taka byłam cwana do momentu wejścia do gabinetu, kiedy to jedyne słowa jakie zdołałam wycharczeć brzmiały "eee panie doktorze, jestem debilem". Też tak macie że jak szykujecie sobie dramatyczne przemowy o tym jak to Wasze rodziny zginęły w katastrofach lotniczych na Karaibach a Wy zostaliście jedynymi prawnymi opiekunami setki sierot przedwczoraj nielegalnie przetransportowanych w kontenerach z bananami z Kostaryki, czyli po prostu próbujecie ściemniać, to totalnie Wam nie wychodzi? Kraść trza umić, kłamać też, niestety :(
Pan doktor spojrzał na mnie jak na ciekawy przypadek psychiatryczny i rzekł "słuchaj, ja też byłem młody i różne rzeczy mniej i bardziej głupie w życiu robiłem, najgłupszą z nich było kłamanie, więc jeśli nie będziesz nieszczera to jestem pewien że wszystko będzie dobrze".Wyobraźcie sobie moją minę gdy lekarz któremu chciałam sprzedać kit, na wejściu mówi mi żebym nie kłamała :) Byłam pewna że puszczę pawia, ale opowiedziałam moją życiową serię niefortunnych zdarzeń i bogom dzięki, warunku z WFu nie będzie, a pan doktor okazał się być kozackim człowiekiem, który zapewne w młodości też nie bardzo umiał kłamać, trafił swój na swego .

Przykład numer 2
W zeszły łikend, byłam w mojej rodzinnej Parówkolandii .
Stojąc sobie z koszykiem wege sztosu w postaci przecenionych sojaków, pasztetów i mleka sojo  (fajowo, że na zadupiach ludzie nie wykupują MOICH rzeczy i dlatego sklepy robią na nie przeceny i dlatego mogę kompletować zapasy na wypadek wojny pt. jihad kontra McŚwiat czy cusik w ten deseń), kątem oka zobaczyłam człowieka totalnie przypominającego typa, który swego czasu był żywą ( i śmierdzącą na kilometr ) łukowską legendą. Z jego osobą związane było nawet piękne powiedzenie : "wolę gacie mieć po S., niż urodzić się w Radzyniu"(z tego miejsca ślę specjalne pozdrowienia dla Kasi G. :***) . Jakby nie mówić i z której by nie patrzeć i nie wąchać, typo kilka lat temu wyglądał jak obraz nędzy i rozpaczy, serio . Ponoć z zemsty robił dwójeczki na klatkach schodowych, na pewno robił dwójeczki w swoje pory. Totalna żulera, serio, aż żal patrzeć . Te kilka lat temu myślałam sobie że "szkoda chłopa", bo poza tym,że reprezentuje patolę, to jest całkiem ładny z ryja (czy gdyby był brzydki to powinno się go żałować bardziej czy mniej?). No i teraz, stojąc sobie w kolejce, obładowana modyfikowanym genetycznie szitem z soi, widzę pana S. w totalnie nowej wersji . Serio, chyba mniej bym się zdziwiła widząc mojego ojca, niż patrząc na pana-niegdyś-żula-razy-tysiąc, obecnie reprezentującego styl "bywalec dyskotek i zdobywca damskich serc, z zawodu przemytnik".CZUJECIE TO? Stojąc w tej kolejce poczułam się, jakby cały świat nagle stał się doskonale uporządkowany i jakby nawet te głupie kotlety sojowe powiedziały do mnie "widzisz Karola, jedyną stałą rzeczą w życiu są zmiany". POLSKI ZEN REPREZENTANT FOR LIFE, polecam. Życie jest mega nieprzewidywalne, mordy.

Przykład numer trzy i cztery
Na łikendzie zwizytowałam moją babuszkę. A Wy kiedy ostatnio odwiedziliście swoje babcie, co ?
Telefon na Dzień Babci nie liczy jako odwiedziny , trzeba stawić się osobiście, a najlepiej jeszcze upiec babeczki które potem wpieprzane będą podczas oglądania z babuszką zdjęć z jej młodości <3 Swoją drogą : wiecie jak wyglądały Wasze babcie gdy były w Waszym wieku ?  Ja na łikendzie odkryłam, że moja Zofija była( i jest) totalnie najpiękniejsza, bez kitu. Babcie rządzą światem, zwłaszcza gdy są to babcie, które za dzieciaka były pastuszkami i jak marzły im nogi, to czekały aż pani krowa zrobi siku i grzały sobie nogi w tych szczyniorach albo same przystawiały sobie pijawki do odmrożonych nóg.

 Kurcze, ludzie są naprawdę hiperaśni i każdy z nich ma jakąś mega historię, którą być może zechce się z Wami podzielić . Innym razem napiszę tutaj o rozmowie z panem, którego miłość sprowadziła na drogę menelstwa. LUDZIE SĄ SUPER, ŻYCIE JEST SUPER, WSZYSCY JESTEŚMY POŁĄCZENI, PAMIĘTAJCIE :**** życie najlepszą inspiracją forever!!! wysyłam miłość i pioseneczki w temacie, bądźcie dobrzy dla siebie i dla innych <3







sobota, 4 stycznia 2014

siemanko!

Dzień dobry wszystkim szanownym Paniom i Panom :****
Jestem Karolu, witam Was wszystkich chlebem i solą, mlekiem sojowym i wódką !
W pierwszych słowach mego bloga donoszę nic się nie zmieniło ! (znacie ten wiersz? polecam obczaić jeżeli nie ;) )
Postanowiłam zacząć przelewać moje rozkminy na internetowy papier, po pierwsze dlatego że wydaje mi się zajebiście super opcją dzielenie się ze światem tym, co nosi się w bani, a po drugie dlatego że ziomkowstwo mnie do tego namawiało, więc jeśli uważacie że wciskam kit to do nich miejcie pretensje, ja wcale nie chciałam mieć bloga, oni mnie zmusili :( :) Poza tym, może w końcu  uda mi się zapanować nad interpunkcją, która to od zawsze robi mnie w wała (interpunkcjo, dlaczego właśnie ja?) .
Jako że moja skłonność do niestrukturyzowania myśli daje już o sobie znać więc zanim totalnie odpłynę pora na gwóźdź programu, czyli akapit roboczo zatytuowany...

O CO MI W OGÓLE CHODZI

A więc - chodzi mi o wszystko . Serio, należę do tej dziwnej grupy ludzi która sądzi że wszystko jest interesujące . Aha, czy wspominałam już o mojej filozofii życiowej ? Jeżeli nie, to najwyższa pora, bo niektórzy z Was zapewne uciekną stąd już po krótkim jej omówieniu, myśląc sobie "uff, jak dobrze że niektórzy są bardziej nienormalni niż ja, sory Batory i sory Karolu, ale normalni ludzie nie czytają takich rzeczy". Hoho.
Na przekór normalności, ja nadal wierzę że tylko wariaci są coś warci (też kochacie "Alicję w Krainie Czarów"? <3 ) i każdego dnia, do bólu i do pierwszych odruchów wymiotnych, KOCHAM LUDZI .
Moja filozofia to bombardowanie miłością (taak, tak jak w sektach <3 zresztą, jak zdefiniowalibyście sektę, hmm? ) . Oczywiście nie da się kochać wszystkich, poza tym potrzebny jest mi wyobrażony "obcy" żebym na jego przeciwieństwo mogła budować swój własny obraz, co nie? Z tego powodu wszyscy ci, których nie kocham, trafiają do wora z napisem "lamusy" i zostają wyrzuceni z mojego serduszka .
Ja chyba też jestem troszkę albo nawet troszkę bardzo lamusem, no ale o tym przekonacie się w kolejnych postach .

TYM SIĘ JARAM, Z TYM SIĘ UTOŻSAMIAM

W mega wielkim skrócie przedstawię mój plan 6 letni na zawartość bloga .
Słowa - klucze w moim przypadku to :
1. wegetarianizm / weganizm 
Zaczynam od tego, bo w sumie czemu nie miałabym od tego zacząć? Ostatni raz mięso wszamałam w lutym 2004 roku, czyli niebawem pyknie mi dekada w branży wege oszołomów.Jaram się oglądaniem filmów z rzeźni i tak serio to nienawidzę roślin, dlatego je jem. Jak nikt nie patrzy to wsuwam kaszankę. A tak serio to na odwrót .To znaczy, kaszanka wciąga mnie a nie ja ją.
2.muzyczka
Mam fioła na punkcie muzyczki, serio .
Jak miałam 6 lat to jarałam się składanką piosenek cygańskich, którą moja babcia kupiła na rynku za dyszkę . Pamiętam że płakałam do numeru "Cyganeczka tonie" za każdym razem (każdą razą, jak mawia pewna znajoma pani). No i klasyk , "Laleczka z saskiej porcelany", do której wypłakiwałam sobie ślipia .
Jak miałam 16 lat to katowałam Zabili mi Żółwia, Leniwca i Farben Lehre. Tak tak moi mili, byłam kinder punkiem :O
Teraz mam 22 lata i kocham srpską narodną muzikę na równi z Dead Prez, Nasem, Molestą i Brand New Heavies. Czuję w kościach że będę Wam przynudzać o muzyce, bo serio mam ją w serduszku - tym bardziej, że kosmos postawił na mojej drodze MEGA SUPER ludzi robiących rapsy, o których piszę licencjat w ramach moich kochanych studiów,znanych pod nazwą...
3.antropologia
Taaak, jestem jedną z bandy oszołomów którzy zaproszeni na domówkę puszczają śpiewy z Kałmucji i dyskutują o typów obrzędów przejścia wśród kaukaskich górali . A tak serio - to wcale nie :)
Boję się opisanych powyżej osób i część z nich codziennie noszę na plecach w lamusiarskim worku .
Jestem prostym człowiekiem z prostego miasta (stolicy polskich parówek, serio!), który kocha prostych ludzi, a gdzie najłatwiej ich poznać jeśli nie poprzez proceder zwany...
4.autostop
W wieku 17 lat zapadłam na nieuleczalną chorobę zwaną autostopem. Przejawia się ona posiadaniem robaków w d*pie, które ciągle każą gdzieś się przemieszczać, co prowadzi do konfliktów z rodziną, nie do końca czającą dlaczego "Karola znowu gdzieś jedzie". Kiedyś nawet składałam mojej rodzicielce przysięgę że do stopa więcej nie wsiądę. Serio, zrobiłam sobie z gęby cholewę i na bieżąco będę donosić Wam, co z tego wyszło i czy było warto .
Zresztą, autostop jest wisienką na torcie moich wojaży - jest najbardziej wariacki,a przez to najwyżej ceniony, ale pekasem czy pekapem też nie pogardzę. W ciągu ostatniego tygodnia bujałam między Podlasiem a Wielkopolską, jaram się ! A Wy w jakim fajnym miejscu ostatnio byliście i jak bardzo fajnych ludzi spotkaliście? Jako że jaram się napisami na murach i muralami, więc łapcie foty sztuki miasta rodem z Posen !








Tym optymistycznym akcentem zakończę moją autoprezentację na forum internetowej braci (czemu nie mówi się : „na forum internetowej siostry ? ), pewnie nikt nie doczytał do końca ale i tak Was kocham i dedykuję Wam utwór słowno muzyczny z życzeniami, żeby w tym roku nie brakowało Wam wszystkich dóbr, o jakich pani wokalistka śpiewa :